Wśród różnych historii na temat powstania świata obrodziła niedawno jedna, zupełnie niezwykła. I irracjonalnie przypadkowa, zaskakująca bardziej od królika w kapeluszu cyrkowego prestidigatora.
Nowy Świat zaczął się od “Poklikash”. Tak, właśnie tak. Na początku był chaos i z chaosu wyłoniło się te magiczne kilka liter tworzących Drzewo Życia. Liter przybywało i przybywało, nabierały nowych barw, syciły promyki słońca, mieniły się w płatkach śniegu, rozbłyskiwały w kroplach deszczu, podrygiwały w rytm podmuchów wiatru. Z początku stonowane i nieśmiałe, skrywały za mgłą wyobraźni świtające ziarenko nadziei. Niewyraźne, niczym nieuzasadnione pragnienie materializacji marzenia. Tlące się w głowie coraz gwałtowniejszymi jęzorami ognia. Trawiące myśli, wypalające do cna wszystko co dotychczas tam było.
I nadszedł dzień, gdy stał się cud. Zimna wirtualna symbolika przeistoczyła się w żywa, ciepłą, uśmiechniętą, delikatną, spoglądającą, mówiącą i oddychającą Istotę. Piękną, onieśmielającą i.. moją. Bogini namaściła mój Nowy Świat..
A.
3 luty 2007 autor: zizu