Kanały:
Wpisy
Komentarze

Bogini

Wczoraj poznałem smak Bogini. Jej zmysłowa emanacja oszołomiła świat moich zmysłów. Sprzedałbym duszę, by móc częściej celebrować rytuały dziękczynne ;)

Praca

7 II, upragnione? otwarcie Złotych Tarasów. Nowa praca, nowe twarze, nowe miejsce, to samo przekleństwo. Poszukiwanie radości poprzez nieistotność dokonań. Kolejne niezrozumiałe dążenie do samorealizacji w drodze otępiającej pracy. Chociaż może w pokrętny sposób zrozumiałe. Ogłupiające czynności stymulują niemyślenie. Przysłaniają widoki na bezsens istnienia. Napełniają żołądek wyobraźni amalgamatem substytucjonalnej papki. Gorzka satysfakcja z zastępowania chudego JA przez tłuste MY. Stajesz się kimś tylko wtedy, gdy zerwiesz kajdany indywidualności, przyszywając sobie metkę, pozwalając wtatuować w siebie kreskowy kod. Nie możesz robić nic, to wykluczone. Granicząca ze zidioceniem eksterioryzacja. Przyziemna i wstrętna małostkowość stawania się niewolnikiem rzeczywistości. Nie bądź dzieckiem, to MY sprawiamy, że żyjesz. MY firma, MY zyski, MY płatnicy twojej wypłaty. Ciesz się, masz pracę. Ciesz się, możesz robić karierę. Pracuj by żyć, pracuj by być. I ciesz się do cholery.

I.

Odwiedziny I. Niesamowite, że tak szybko udało się nam przeskoczyć meandry dystansu. Dystyngowane budowanie więzi zastąpione zostało siedmiomilowym skokiem. Jestem wdzięczny za spojrzenia, uśmiechy i słowa. Bardzo, bardzo.

A.

Wśród różnych historii na temat powstania świata obrodziła niedawno jedna, zupełnie niezwykła. I irracjonalnie przypadkowa, zaskakująca bardziej od królika w kapeluszu cyrkowego prestidigatora.
Nowy Świat zaczął się od “Poklikash”. Tak, właśnie tak. Na początku był chaos i z chaosu wyłoniło się te magiczne kilka liter tworzących Drzewo Życia. Liter przybywało i przybywało, nabierały nowych barw, syciły promyki słońca, mieniły się w płatkach śniegu, rozbłyskiwały w kroplach deszczu, podrygiwały w rytm podmuchów wiatru. Z początku stonowane i nieśmiałe, skrywały za mgłą wyobraźni świtające ziarenko nadziei. Niewyraźne, niczym nieuzasadnione pragnienie materializacji marzenia. Tlące się w głowie coraz gwałtowniejszymi jęzorami ognia. Trawiące myśli, wypalające do cna wszystko co dotychczas tam było.
I nadszedł dzień, gdy stał się cud. Zimna wirtualna symbolika przeistoczyła się w żywa, ciepłą, uśmiechniętą, delikatną, spoglądającą, mówiącą i oddychającą Istotę. Piękną, onieśmielającą i.. moją. Bogini namaściła mój Nowy Świat..

Ciężar

-To będzie ciężki dzień..
-Co za różnica, czy ciężar kołdry, czy ciężar dnia?

Kim pan jest?

-Kim pan jest?
-Filozofem.
-A dlaczego pan milczy?
-Bo w czasie wolnym nie zajmuję sie pracą.

P